
To już ostatni Pilch, jaki mi został. Autorski wybór felietonów z lat 2002-2007, pisanych dla „Polityki”. Meandry wyobraźni pisarza niezmiennie oryginalne, forma szczytowa. Zastanawia, co by autor powiedział o dzisiejszej rzeczywistości, skoro analizując charakterystykę braci w latach 2005-2007 stawia następującą tezę: Największym brakiem i największą bolączką Kaczorów jest brak powagi: tęsknotą za powagą jest ich największą tęsknotą; powagi, specjalnie powagi wizerunku oni łakną jak Polska gola i nie wychodzi. Z natury zabawni, z definicji – anegdotogenni, z estetycznego podwojenia – komiczni, wlokący za sobą kinematograficzne widma Jacka i Placka; dziejowo wyjątkowi i przez to stanowiący niebywały łup dla satyryków, którzy nie wierzą we własne szczęście, że przyszło im żyć w ekscentrycznej epoce bliźniaków – Kaczory potrzebują powagi jak narkoman działki. Ale pech ich w tej potrzebie prześladuje: a to ten, co politykę odznaczeń pragnie fundamentalnie uporządkować – order Jaruzelskiemu przez kabaretowo-spiskową omyłkę wyśle, a to ten, co jest doskonałym mówcą – zamiast mówić, zaśpiewa, a to obaj, przy swej skłonności do sensacji i przeanielania narodu, śmiertelnie poważne rzeczy głoszą i rozziew pomiędzy powagą głosu a niepowagą obrazu jest dodatkowo humorystyczny (…).
Jeśli śmiechem można zabić – a wielu w ostatnich latach próbowało – to tej potrzeby powagi kule się już nie imają.
Dopomogła opatrzność.

