Jakiż ładny spektakl przygotował nam i wystawił wczoraj w Teatrze Tv pan Juliusz Machulski. Jakże ja to ładnie, najładniej jak potrafię tu Państwu opiszę, drodzy widzowie i czytelnicy?
Ładny pod każdym względem i ładny w tym szlachetnym, ciepłym znaczeniu. Reżyser, od "Vabanku" począwszy, zawsze zabiera nas w niewymuszoną ale jednak nie do oderwania się od niej – przygodę. Widz patrzy z zaciekawieniem, ale też bez niedobrego napięcia w sobie, że zaraz go coś przerazi, wystraszy, obrzydzi, porani jak to dzisiaj nierzadko bywa metodą twórców. Nie dociska do ściany, nie stawia nad przepaścią. Jest miło, pogodnie, z uśmiechem, a jednak – przeciekawie.
I wczoraj też.
Wszystko mi się podobało. I pani Małgorzata Zajączkowska jako Zyta w czółenkach chodząca po własnym mieszkaniu, elegancka w każdym calu, i pan Krzysztof Stelmaszyk pisarz i Inteligent Roku, zazdrosny o własną córkę, i pani Anna Seniuk jako babcia, wymyślona jako kontrapunkt dla pozostałych postaci, i pan Jan Englert jako Eustachy, w którejże to roli najbardziej podobała mi się pierwsza scena, kiedy wpada do mieszkania tak, że o mało się nie przewróci, a potem pracuje nad hiperwentylacją, która go dotknęła… Pan Englert jako niezmiennie elegancki i dobrze wychowany mężczyzna i tak też obsadzany, niewiele ma szans, by pokazać klasę aktorstwa, a w tej komedii pokazał. A ja za takimi szansami dla aktorów uznanych tęsknię straszliwie.
Właściwie od pierwszych chwil przypominały mi się angielskie spektakle, pokazywane niegdyś w telewizji pod nazwą "Teatr telewizji na świecie". Nie wiem, czy panu Machulskiemu takie wzorce klasycznej sztuki posłużyły, ale w końcu to jest świadomy, wytrawny twórca, więc…
Dobre, gęste dialogi, wszystkie słowa uzasadnione, nic nie puszczone, byle leciało. Staranna, błyskotliwa i inteligentna robota. Tak w scenariuszu, jak i reżyserii.
Państwo najmłodsi – Marysia, czyli Julia Rosnowska i Jakub Firewicz – Marcel, pewnie pierwszy raz na ekranie Teatru Tv, pełni wdzięku i sympatyczni.
I do dziś się głowię, czy to zasługa znakomicie obsadzonych ról, czy rewelacyjnego, równego aktorstwa, że to wszystko takie ładne?