
Rosja, a dokładniej rosyjska mentalność to powód fascynacji wielu pisarzy, podróżników, artystów, polityków. Spektakle wystawiane na podstawie dramatów o rosyjskości najpierw bawią niedorzecznościami, a potem budzą przerażenie.
Wczorajsza premiera „Rosyjskiego kontraktu” na podstawie opowiadania „Epifańskie śluzy” pióra pana Andrieja Płatonowa, w reżyserii pana Krzysztofa Rekowskiego jest przeniesieniem przedstawienia z Teatru Dramatycznego z roku 2014. Teatr Dramatyczny… Za czasów jego świetności pod okiem mistrza Gustawa Holoubka, gdy byłam początkującą teatromanką widziałam tam „Kubusia Fatalistę i jego pana” na podstawie powieści Denisa Diderota w reżyserii pana Witolda Zatorskiego. Kubusia kreował pan Zbigniew Zapasiewicz. Najbardziej jednak poruszyła mnie estetyka widowni: białe fotele z aksamitno-purpurowymi siedzeniami i takąż wykładziną na podłodze. To był wstrząs po przaśnej estetycznie rzeczywistości lat osiemdziesiątych. Piękno nie było ówczesnym władzom do niczego potrzebne. Utrzymanie się przy władzy od tego nie zależało.
„Rosyjski kontrakt” dotyczy budowy gigantycznego szlaku wodnego, który wymarzył sobie car Piotr Wielki. Zatrudnia do jego budowy angielskiego inżyniera Bertranda Perry’ego. Nie do końca świadomy realiów budowniczy podejmuje wyzwanie, skuszony fortuną, którą miałby przez kilka lat zarobić. I tu wchodzi mu w drogę rosyjska mentalność. Także cara, który z chwili na chwilę jest coraz bardziej niezadowolony z postępów prac. Strach? Jakże bez strachu? dzwoni nam w uszach. Spektakl jest znakomicie zagrany, a pan Andrzej Konopka w roli cara z każdym pojawieniem się – coraz bardziej przerażający. Uciekaj, człowieku, uciekaj – wołałam w myślach do Perry’ego.
Niestety, nie usłyszał.
https://vod.tvp.pl/video/rosyjski-kontrakt,rosyjski-kontrakt,53467577
