Fenomen muzyki discopolo, zaprzęgniętej do służby na rzecz miłościwie nam panujących, jest niezwykle ciekawy tak od strony socjologicznej, jak i psychologicznej. Bo jak oni, ci wyrobnicy nieskomplikowanych tekstów, prostej muzyki i nietrudnej choreografii radzą sobie psychicznie z wyniesieniem na ołtarze milionów ekranów telewizyjnych? Wygląda na to, że pan Zenon nie za zbytnio, skoro nigdy nie znika mu z twarzy wyraz niepewności i zagubienia. I choćby szył koszule u najlepszych krawców świata, a fryzurował się w samym Paryżu; występował na największych polskich scenach, oświetlony tysiącem bajecznych laserów, otoczony najzgrabniejszymi tancerkami to i tak czuje, że nie jest na swoim miejscu, a łaska pańska na pstrym koniu jeździ. A brak luzu podszyty jest strachem, że zapytają o coś, co nie było umówione i się skompromituje.
Są tacy, którzy ze swoich Gredeli wyrośli. I tacy, których Gredele nigdy nie puszczą.

