Wczoraj wsiadłam tylnymi drzwiami. Zaraz też wsiadł pan kontroler i zajął się stojącą obok mnie dziewczyną. Od razu wyjęła dowód osobisty, powiedziała, że aplikacja do płacenia jej nie zadziałała, wyjątkowo nie miała ze sobą gotówki, więc nie mogła kupić biletu u kierowcy, kartą u kierowcy nie można… Pan zaczął spisywać dane.
A można od razu zapłacić kartą, żeby było taniej? Kartą nie można, bo czytnik mam w naprawie. Taki sprzęt nam dali, że ciągle się psuje.
Pan pisze, a z siedzenia odzywa się zażywny jegomość: trzeba było powiedzieć, że nie ma pani paru groszy na bilet, na pewno ktoś by dał. Nie trzeba się wstydzić. Ja wykonuję taki zawód, że na pewno bym pomógł. Tak jak parę lat temu. Siedziałem w busie zaraz za kierowcą i słyszę, jak pomstuje na lekarza: A to skurwysyn, czekaliśmy z dzieckiem, a on nas odesłał na drugi dzień, bo już był spóźniony. Dziecko lało się przez ręce, gorączka, kaszel…No i dzisiaj musimy znów iść, a nigdy w życiu bym nie poszedł do takiego. A ja wie pani, niby czytam gazetę, a wyjąłem długopis i spisuję co mówi. Jak wysiadałem poszedłem do niego i mówię, że skurwysyny w każdym zawodzie się trafiają, i kierowcy, i murarze, i lekarze. A moim zdaniem to zapalenie oskrzeli jest. Tu ma pan lekarstwa, pan pójdzie wykupi w aptece. I za kilka dni jadę znów, on zobaczył mnie wcześniej i leci z pieniędzmi. Mówi, że mu dziecko uratowałem. Nie chciałem pieniędzy, to mi powiedział, że przez cztery lata mogę ich busami jeździć za darmo. No i jeżdżę już osiem lat. Osiem złotych w jedną, osiem w drugą, dwa razy w tygodniu, to już mam trzydzieści dwa złote.
Opłaca się być dobrym.