Mąż i żona jako „Mąż i żona”

Wacław to jest Wacław, a nie Wacek, czy Wacuś. Alfred to Alfred, a nie Fredek, czy Fredzio. Elwira to Elwira, a nie Elwirka, czy Elwircia.
Justysia, to Justysia, a nie Justyna.

Tak niewiele potrzebowali panowie Aleksander Fredro i Jan Englert, by scharakteryzować postaci komedii "Mąż i żona", wystawionej wczoraj przez Teatr Tv.

Niezwykła elegancja wnętrz, kostiumów, zachowań: charme’, styl, klasa. Nawet w sytuacjach pikantnych. A jednocześnie niezwykle współcześnie, łącznie z podawaniem fredrowskiej frazy wierszowanej przecież.

Pani Beata Ścibakówna, panowie Jan Englert, Grzegorz Małecki. Jak dobre wino. I urocza adeptka sztuki aktorskiej, pani Milena Suszyńska.

A swoją drogą można pozazdrościć małżeństwu Englert-Ścibakówna: mogą zagrać to, co w życiu mogłoby im wadzić. Nie muszą popadać w realne stłuczki. Małżeństwo dwupłaszczyznowe.

Pamiętacie "Przygodę" według Sandora Maraia?

POmysły

Od zawsze chciałam stworzyć firmę pn. Bank pomysłów. Firmy brak, pomysły co chwilę.

Rano ni stąd ni z owąd z nieba z piekła z taśmy rozumu, taki oto:

Józef po porannej kawie.

Podpis pod zdjęciem?

Prezenty PREZENTUJĄ

Napisy na prezentach, które otrzymałam: Pałeczki z czekolady deserowej o smaku pomarańczowym – słodka przekąska filharmoników krakowskich, Karmelki nastrojowe z ekstraktem z 20 ziół, Herbatka święty spokój owocowo-ziołowa. Na każdą porę dnia stosowna oraz Szklanki wielozadaniowe.

Nie chodzi wszak o to, by sprzedać produkt. Sztuką jest stworzyć i sprzedać opowieść o nim.

Taki prezent do czytania.