Przecież pięknie musiało być, najpiękniej na świecie, kiedy kończyła się wojna. Kwiaty w lufach karabinów, odprasowane mundury, triumfalne defilady przez miasto, flagi zwycięzców zatknięte w najwyższych punktach miast… Taki obrazek przekazują podręczniki historii, takie sceny filmy batalistyczne. A z boku, nieco pomijana, a może ukrywana, sączyła się historia cywili: najczęściej kobiet, dzieci i starców. Wtrącanych do obozów koncentracyjnych, wyganianych z domów, okradanych z żywności, gwałconych, zabijanych, torturowanych, masakrowanych, skazanych na tułaczkę i poniewierkę. Leżących i gnijących wśród ruin, wrzucanych do wykopanych naprędce dołów, ekshumowanych, identyfikowanych przez ocalałych bliskich, przenoszonych na cmentarze. Albo i nie.
Pani Magdalena Grzebałkowska w książce pod najprostszym tytułem „1945 Wojna i pokój”, daje pożywkę dokumentalną swojej wyobraźni i rusza śladem nieszczęść i barbarzyństwa, które dokonywało się już po przejściu zwycięskich wojsk. Od podszewki, nieco fabularyzując, opisuje ogólnie znane fakty: wysiedlenie ziem wschodnich, zasiedlenie Ziem Odzyskanych, losy Niemców, zmuszonych do opuszczenia domów, obozy przechodnie, zatopienie statku Gustloff, dom dziecka w Otwocku dla sierot żydowskich…
Autorka we wszystkich i dobrych, i złych widzi – ludzi.