Książka o BÓLU

Pani Zeruya Shalev, pisarka izraelska określana w recenzjach przymiotnikiem: wybitna, już na wstępie błysnęła wyczuciem do tytułów. "Ból" (o z dwiema ukośnymi kropkami, stylizacja na jidysz) słowo niewielkie, krótkie i łagodne w wymowie, powoduje u czytelnika niepokój. Otwiera się w nim wir, lejek w głąb, który wciąga z zewnątrz lęk. Wwierca się nieponaglany acz bezlitosny.

Na szczęście już w pierwszych słowach pisarka daje się nam uspokoić: ten ból to skutek wybuchu terrorystycznego, gdy znalazła się za blisko. Poraniona, połamana długo się leczyła i rehabilitowała. Stanęła na nogi, ale odtąd połowa jej posiłków to leki przeciwbólowe.

Poza fizycznym są też w tej książce inne bardzo intensywne, wieloletnie bóle – o wiele ciekawsze i napędzające akcję.

Choćby ból nieoczekiwanego rozstania z pierwszą, najintensywniejszą miłością i ból spotkania jej po trzydziestu latach. Co z nią począć, skoro ciągle jest, a być nie powinna?

Trudne ŻYCZENIA

Po nieustającym zestawie życzeń ogólnopolskich: Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku, zdrowia, bo to najważniejsze i pieniędzy (piniendzy), żeby se resztę można było kupić,

za panem Adamem Nowakiem i „Raz Dwa Trzy”
„(…)Dziś śpiewam te trudne słowa życzenia wam nieznane:
Żebyście mieli w głowach dobrze poukładane
Nie zdrowia nie szczęścia nie kasy nie fury
Nie szybkiej kariery to tylko są bzdury
Jak wiary to mądrej nadziei na wszystko
Miłości do kogoś kto zawsze jest blisko…”

Stanisława Celińska śpiewa ŚWIĄTECZNIE

Po płycie „Atramentowa” i wcześniejszej „Warszawa” pani Stanisława Celińska, wybitna aktorka, postanowiła odłożyć na półkę film i teatr, i większość czasu poświęcić kolejnemu swojemu talentowi – śpiewaniu. Trzecia płyta „Świątecznie” jest dziełem okazjonalnym, bo do użytku wyłącznie przed Bożym Narodzeniem i trochę po. Pani Stanisława trzy tygodnie temu w Trójce, w rozmowie z panem Markiem Niedźwiedzkim „sam(a) ogłosił(a) te dziwy”, mało tego, zapowiedziała kolejny krążek, do którego własnoręcznie pisze teksty. Płyta ma być z pomysłem, czyli jak mniemam, z myślą przewodnią. Już mi się wyostrza ciekawość.

Sądząc po dwóch utworach, do których artystka napisała teksty: „Do Ciebie idę” i „Kołysanka”, należy pozostawać z nadzieją. Szczególnie fraza „Przytulimy Cię do siebie/Będziesz u nas miał jak w niebie”, każe podziwiać głębię wiary artystki. Ja jednak kręcę głową z niedowierzaniem. U nas jak w niebie? Niemożliiiwe. Muzykę do obu kolęd napisał pan Maciej Muraszko, a „Kołysanka” zyskała status – jeśli tak można powiedzieć – trójkowego przeboju.

Całą płytę zaaranżował pan Maciej Muraszko. Pobrzmiewają tam stylizacje francuskie, latynoskie, jest country i polskie ludyczne „Mości gospodarzu”…

Pani Stanisława śpiewa z namysłem, a nawet – z dyskretną czułością.

Opowieść prawie wigilijna

Wsiadł człowiek z choinką, choinki ostatnio w białych kabaretkach sprzedają, zaraz za nim kobiecina mała, drobna, na jędrnej skórze ostre strumyki zmarszczek. Cera z tych, co to nie wiotczeją, nie zsuwają się w dół, tylko się marszczą. Niedawno w witrynie sklepu firmowego z męską odzieżą zobaczyłam twarz pana Daniela Olbrychskiego. Twarz jak wyrzeźbiona. Piękna, rasowa, czas obszedł się z nią szlachetnie.

U tej kobiety było podobnie co do jakości starzenia się, bo z urody nienachalna raczej, jak by powiedziała pani Maria Czubaszek. Nawet więcej niż nienachalna: pospolita po prostu. Radosna jednak i skora do dzielenia się z bliźnimi swoim życiem. Usiadła obok mnie i: a zimno dzisiaj, a pada, a tu święta idą proszepanio, nie wiadomo jak będzie na święta, o ludzie już choinki kupują, a ja wczoraj zrobiłam uszka, pierogi, proszepanio, na pasztet mam pogotowane, pasztet to dużo czasu potrzebuje, uszka to parę godzin lepiłam, proszepanio, pierniki już pochowane, bo najlepsze jak się odleżą, mak na makowce gotowy, karpia oprawiłam, proszepanio….

Słuchałam jednym uchem, bo jak zwykle przecież nie chodzi o rozmowę, dzielenie się poglądami, tylko o to uwięzione na jakiś czas w miejskim autobusie ucho, które nie ma dokąd uciec, szczególnie jak siedzi na ulubionym przednim siedzeniu. Słuchałam więc jednym uchem, wpuszczałam i wypuszczałam drugim, gdyż banał bolesny i nudziarstwo przymusowe. Ale kobiecina silnie z siebie zadowolona, ja z myślą, że jeszcze tylko dwa przystanki. Zastanowiło mnie, że jeszcze tydzień do świąt, a ona już wszystko mogłaby podawać na stół. Za tydzień przecież będzie do niczego. To pani tydzień wcześniej robi wigilię? Przecież za tydzień wszystko będzie popsute, udaje mi się wepchnąć kilka słów w ten monolog. Nie, wszystko mam pomrożone proszepanio.

Jak to w zimie, jak to w zimie.

Gość z innej bajki

Pewnie będę myśleć o tym po kres dni i pewnie nigdy się z drogą życiową generała Jaruzelskiego nie ułożę. Świetnie urodzony, inteligentny, wykształcony, rozumny, dobrze wychowany, kulturalny, a podejrzewam, że i wrażliwy, został szefem biernych, miernych ale wiernych. Jak on sobie z tym poradził, jakich używał form, żeby okiełznać to proste towarzystwo, skoro wiadomo, że się nie pospolitował poprzez zakrapiane imprezki?

Czy dramatyczne losy z Syberią i wojną to tłumaczą? Jak?

Czy mundur jest w stanie uszlachetnić prostaka? Schować brak wykształcenia i ogłady?

Czy rozkazy wydaje się mundurom, które są jednakowo piękne, wyprasowane i postawione na baczność?

Tak, to postać tragiczna. Ale nie z tych powodów, o których wszyscy myślą.

Twardowski zaśpiewany

Wiersze księdza Jana Twardowskiego od zawsze wydawały mi się melodyjne. Nic się w nich nie rwie, nie stawia oporu. Są łagodne. Mam wrażenie, że te wiersze mnie – swoją czytelniczkę – po prostu lubią.

Na najnowszej płycie pan Mieczysław/Miecz/Mietek Szcześniak potwierdził te odczucia. Zabrał wiersze w daleką podróż i ujął je w ramy południowoamerykańskich rytmów: samby i bossa novy. Passują do siebie jak ulał i zimność oraz północność Polski nie mają tu nic do rzeczy. Nie wtrącają się.

I teraz lubią mnie – swoją słuchaczkę – całe piosenki.

Lodowaty kraj w lodowatym czasie topi się w ich słońcu.

Na dodatek na okładce ciepła, uśmiechnięta twarz Miecza/Mietka z chińskim akcentem wąskich szparek oczu. Fotoshop był w robocie jak nic.

Za to wewnątrz piękna, melancholijnie zamyślona, dojrzała twarz pana Mieczysława.

Ksiądz Jan Twardowski zdjął tupecik.

 

Szczepkowska jako „Goła BABA”

Premiera wczorajszego Teatru Tv zaprezentowała coś, czego dawno nie widziałam ani w teatrze, ani w filmie. Subtelność i finezja – te słowa trudno spotkać w recenzjach. A tu – jak na tacy. Podała nam je pani Joanna Szczepkowska w monodramie własnego autorstwa i własnej reżyserii "Goła baba". "Rozbieram się, a tu ani śladu gołej baby, jest – naga kobieta", cytuję z pamięci, pewnie niedokładnie.

Najpierw jest krucha, filigranowa artystka/kobieta z parasolką, trochę zagubiona, mglista, poetyczna. Dziewczynka w kobiecie. Koncert gry na ciszy, wymagający specjalnie przygotowanej publiczności. Kreacja – marzenie. Nawet głos podany tak, że z trudem rozpoznawałam, że to pani Szczepkowska. Rysy twarzy młodej, pięknej kobiety, kostium chabrowy.

Nie ma dziś takich kobiet. Czy są takie artystki?

Potem pogrubiona, pobrzydzona aktorka, w poprawianej co chwila peruce, umawiająca się przez telefon na występy w różnych miejscach i – przy okazji – recenzująca rzeczywistość. Bezczelna, cyniczna, merkantylna. Z przepisowym w tych czasach streapteas’em, który ukazuje gołą babę w całej okazałości. Kreacja wyśmienita.

Całość mistrzowska.

Czy napisała pani jeszcze coś dla siebie?

Nowe T.Love

No to dokonajmy smutnego podsumowania.

Przesłuchałam nowy krążek grupy, którą wpuściłam do swego życia spory czas temu. Mój muzyczny recenzent rzeczywistości sprawiał się doskonale. Nawet lekka popowa propozycja "Muniek" autorstwa Staszczyk – Benedek, odtwarzana po latach, ma wdzięk.

I teraz "T.Love": marka i tytuł. Utwór po utworze i natychmiast w lustrze pamięci rzeczy o podobnej niemal tematyce/pomyśle z płyty z autografem "I hate rock’n’roll". "Bum Kassandra" – "Mr President", gry wojenne; "Marta Joanna od aniołów" – " Ścierwo", ekspiacja wobec żony. Szacun(ek) dla rodziców w "Moi rodzice" kojarzy mi się z wczesnym utworem "To wychowanie" z 1989 ("Dziękuję mamie i tacie za opiekę/za ciepło rodzinne i kłótnie przy kolacji")…

Poprzednie utwory są znakomite.

Poprzednie teksty to waga ciężkia, gęste od znaczeń.

Poprzednia muzyka jest wirem energetycznym.

Który to był rok? Szukam na obwolucie.

2005.