Drzewa i drewno

W miasteczku nie ma protestów, gdy wycina się kilkusetletnie drzewa. Nikt nie krzyczy, gdy wycina się młodsze. Nie ma też żądań, by na miejsce wyciętych posadzono nowe. Na starym, pełnym kasztanowców cmentarzu, sadzonych przed prawie dwustu laty przez właścicieli tych dóbr, miło było posiedzieć przy znajomym grobie w ich cieniu. Niestety, w ich koronach zadomowiły się ptaki. Lastryka trzeba było co i rusz sprzątać, ale cóż. Dopiero jak pojawiły się granity i marmury, drzewom zaczęto przycinać gałęzie tak bardzo, że ptaki nie miały szans tam gniazdować. Kasztanowce marniały, nie odradzały się, w końcu szły pod topór. Zdrowe, wielkie drzewa zapłaciły życiem za swawolę ptaków. A wystarczyło wynająć sokolnika.

Na moim dziecięcym podwórku miejsc parkingowych jest aż nadto. A i tak pod pięknym, starym dębem na trawniku w upalne dni zaczął parkować sąsiad. Zarząd wspólnoty załatwił w gminie pozwolenie na wycięcie drzewa. Trawnik znowu jest zadbany.

Obok w cieniu bloku, oczywiście też na trawniku parkował inny mieszkaniec. Tam pojawiły się tabliczki informujące o zakazie niszczenia zieleni. Za to obok wycięto kawałek żywopłotu i kierowcy parkują na trawniku. Ale to już nie jest trawnik wspólnoty.