Nie ma straszniejszej choroby niż ta, kiedy człowiek zgubi swój indywidualny język i przejmie całkowicie jako prywatny ten zbiorowy. Chorują na to urzędnicy, politycy, akademicy, chorują też księża. I jedynym rodzajem terapii staje się wtedy literatura – obcowanie z językami twórców działa jak szczepionka przeciwko wizji świata, tworzonej doraźnie i traktowanej instrumentalnie, napisała w ostatniej książce Czuły narrator pani Olga Tokarczuk. To z eseju o czytaniu, bo jak zawsze podkreśla, najpierw jest czytelniczką, a dopiero potem – pisarką. Czytając o jej pierwszych zachwytach literackich, lekturach, które kształtowały jej dziecięcą wyobraźnię, przypominałam sobie swoje ścieżki czytelnicze.
Mam pod powiekami małą dziewczynkę, która wędruje chodnikiem z połamanych płyt zaraz obok uliczki wybrukowanej kocimi łbami. Ma pewnie dziesięć lat, idzie sama, w ręku trzyma siatkę z plastikowych żyłek, w siatce książki do wymiany. Zaraz będzie przejazd kolejowy, za przejazdem niedaleko jednostka wojskowa, w niej biblioteka. Drzwi będą otwarte, ale wejść nie można, bo stoi w nich biurko, za nim młoda jeszcze ciemna blondynka z gęstymi, długimi włosami. Odbiera książki, proponuje inne, przynoszone z regałów. Dziewczynka zgadza się na każdą. Nie jest asertywna, nie potrafi kaprysić, choć oczy błądzą z daleka po książkach ustawionych na półkach i marzy o tym, by móc tam wejść i samej wybrać to, co chce. Potem wraca do domu, odrabia lekcje, przygotowuje się do snu; mama rozkłada amerykankę, ścieli i dziewczynka może psuć sobie oczy dopóty, dopóki nie zgaśnie światło.
Potem będzie powtarzać, że wychowały ją książki. Książki z nią rozmawiały, odpowiadały na pytania, pozwalały jej zrozumieć dlaczego jest taka, jaka jest i jak to zmienić.
A teraz… Z wiekiem przychodzi najczęściej jakiś rodzaj autyzmu: przestają nas interesować powieści, zaczynają nas nudzić opisy, wydaje się nam, że więcej interesujących rzeczy znajduje się w biografiach i monografiach, że fakty są ciekawsze niż obrazy czy dialogi – napisała pani Olga Tokarczuk.
Czyli to normalne. A już się niepokoiłam.

