Siedzieli rozparci na odwróconych do siebie siedzeniach, konwersowali
kulturalnie. Starsze i młodsze panie kołysały się obok nich i nad nimi,
bo tłoczno było cokolwiek. Nareszcie – klapnęła obok mnie, gdy w końcu podnieśli swoje cztery litery trzej bardzo młodzi panowie. Wysiadali na przystanku przy uczelniach. Pewnie studenci.
Pani popatrzy – powiedziała – co to za wychowanie teraz, co to za chamstwo! Wczoraj moja mama jechała do szpitala, serce chore, osiemdziesiąt lat. Też tacy siedzieli. Żaden się nie ruszył. A i ja bym chciała posiedzieć, zmęczona jestem. Córka do pracy wróciła, pielęgniarką jest. Dwa lata była na wychowawczym, a teraz ja się zajmuję młodszym wnukiem. Pani, a co to za dziecko! Wszystko umie, ten komputer to włącza i wyłącza, robi co chce, w jakieś gry gra. Córka, jak wychodzi, mu nastawi i ma go z głowy. On tak całymi godzinami. Ja to się tego komputera boję, nie umiem mu tego ustrojstwa wyłączyć. A jak próbuję go odciągnąć za rękę, to piszczy i wyje, że aż wstyd przed sąsiadami. Raz to nawet z komórki do ojca za granicę zadzwonił. Jak on sobie ten numer nakręcił, to nie wiem. Tylko siedział i sapał w tę słuchawkę. Zięć się przestraszył, że coś się stało, bo się nie odzywał. Aż potem zadzwonił do córki do pracy, co się z dzieckiem dzieje.
Może trzeba z nim wyjść na dwór, taka piękna pogoda, koledzy się jacyś znajdą, niech się pobawi – sugeruję nieśmiało. Pani, ja go na działkę zabieram, ale pani wie, tam nic zrobić nie mogę, bo on tylko na górkę i ze z górki, na górkę i ze z górki. Muszę go łapać, bo by się przewrócił. To może niech mu pani da coś lekkiego do zrobienia, na przykład grabienie. Pani, jak mu dałam nawóz do posypywania, to cały worek mi w jednym miejscu wysypał! Co miałam potem zbierania… No to rzeczywiście – mówię.
Nie współczuję. Sami sobie winni. Nie mają pojęcia o wychowywaniu dzieci. Za to dziecko ma świetne pojęcie o wychowaniu sobie dorosłych. A córka, to się nim wcale nie zajmuje, tylko mu coś włączy, aby mieć z nim spokój. I on tak godzinami przed telewizorem, albo videem. Mówię jej: zajmij się, pobaw się z nim. Ale ona nie słucha.
No, pomyślałam, nie dziwię się. Zdaje się, że w tej rodzinie taka tradycja.
A teściowa mieszka bliziutko, na drugiej ulicy, ale wnukami się nie zajmie. A to na spotkanie, a to do lekarza, a to na zakupy, a to goście, a to pranie. Wszystko wymyśli, byle mieć spokój święty. A ja to muszę przez całe miasto jechać. Już mam tak dosyć… I jeszcze się do żadnego przedszkola nie dostał. Córka składała do trzech, nie przyjęli w żadnym, złożyła odwołania, ale czy co z tego będzie?
Spojrzałam z ukosa. Chuda, żylasta, śniada, z krótkimi włosami bez farby, trwała na drobne wałki. Bezkształtne, skromne ubranie w niebrudzących kolorach.
Hoduje kolejne pokolenie młodych byczków które, jak za parę lat będzie jechać do szpitala z chorym sercem, nie ustąpią jej miejsca.
I nawet o tym nie wie.