Z
sąsiadką dolną jest tak: co nowy mężczyzna, to generalny remont jej gniazdka. Od niego, przez niego, w prezencie.
Mieszkanko dostała od tatusia. To on doglądał budowy bloku, potem zaprojektował i wykończył garsonierkę. W gotowej pojawiła się ona, choć nigdy wcześniej nie zaglądała.
Przepiękna, przezgrabna, nogi wybitne, emanująca seksem nie do wytrzymania. Od razu uznaliśmy, że to ona będzie wspólnocie załatwiać wszystko w urzędach. Sprawdzała się w tym rewelacyjnie. Nie było spraw nie do ruszenia. Wszystkie były – natychmiast i z nadzieją w urzędniczych oczach na kolejne.
Prowadziła przebogate życie towarzyskie, niezależnie od pory dnia i nocy. Nie, nie żeby tam zaraz jakieś świństwa. Miała swoją – jak się wyrażała – trzodę i trzoda przebywała często oraz hałaśliwie. Nawet chyba nie za dużo pili, za to palili potwornie, co szczególnie latem przez otwarte okna dało się poczuć w wyżej położonych mieszkaniach.
W końcu, raz i drugi, sąsiedzi, którzy wstawali do roboty niewyspani, uprzejmie zwrócili uwagę, że cisza nocna, że na policję i takie tam.
A wtedy pomieszkiwał u niej już jeden budowlaniec. Budowlaniec postury był interesującej, duży, zbudowany chłop, emanujący nieco prymitywnym seksem. Jak się poszło pożyczyć pół szklanki cukru, otwierał zawsze z nagim torsem. Mówił, że przeprasza, ale właśnie oboje chorują.
Razem postanowili ukarać sąsiadów za zakaz conocnego hodowania trzody. Zaczęli uprawiać seks tak głośno, że cała klatka, a w lecie i okolica musiała słuchać.
W przerwach Budowlaniec rozwalał ściany, tłukł płytki i zrywał podłogę. Robił generalny remont. Czyli – znaczył teren.
Potem był piękny ślub i tłuczenie szkła na klatce na szczęście, przez wszystkich sąsiadów, bo w końcu to dobrzy ludzie byli.
Jeszcze trochę tych seksualnych hałasów, a potem któregoś dnia dotarło do mnie, że od długiego czasu – nic. Nie jest dobrze, pomyślałam.
Pewnego popołudnia rozległ się potężny, z niczym nie porównywalny huk. Spojrzałam na ściany. Wali się blok?
Nie, to tylko Budowlaniec przewrócił szafę z zawartością. Tak wyładowywał agresję po kłótniach z żoną. Odtąd co jakiś czas leciało na podłogę coś ciężkiego. Albo rąbał drzwiami tak, że futryna wylatywała. Do dziś zostały ślady.
Może trzeba jej pomóc? – zagadnęłam mieszkankę jej piętra, zaprzyjaźnioną z nimi. Nie, on tylko meble przewraca, jej nie rusza.
Teraz przewracasz meble, a potem weźmiesz się za mnie – doleciał mnie fragment kłótni w łazience. Budowlaniec zniknął. Przeniosła się do rodziców, mieszkanie zostało wynajęte na rok.
Po roku wróciła. Jeszcze piękniejsza, z jeszcze dłuższymi nogami, w jeszcze krótszych spodenkach. To co, naliczyć pani czynsz za jedną osobę? – zagadnęłam. Nieee – odpowiedziała z tajemniczym uśmiechem – dla dwóóóch.
I wprowadził się kolejny mężczyzna jej życia. Ochroniarz. Przywiózł ze sobą rudego kota, który uwielbiał wymykać się z domu i łazić po klatce. Trochę pomieszkał.
Od miesiąca wraz z kolegą, po pracy, tak od dziewiętnastej rozwala ściany, zbija płytki, piłuje, wierci, tłucze, przebudowuje, ulepsza, wymienia. Znaczy teren. Ona wyprowadziła się na ten czas do rodziców. Frajer jest, naiwniak – pomyślałam. Jak skończy, to ona go wyrzuci.
Nie doceniłam go, zawodowca. Zabezpieczył tyły.
Zanim zaczął remontować, wpuścił ją w ciążę.