Czy to, że wiem, iż pierwowzór Alberty Lulaj (Alu Alberto) nazywał się Ewelina Pietrowiak, a Asi Katastrofy (pyk płaszczyk, pyk buciki, pyk torebka) – Magdalena Raczkowska, cokolwiek zmienia w moim zachwycie powieścią? Nie, nie zmienia.
Czy to, że powieść powstała w trzy miesiące podczas pobytu pisarza na odwyku w Tworkach rzuca na nią złe światło? Nie, nie rzuca.
Czy porzucenie Krakowa i przeprowadzka do Warszawy spowodowała, że pan Pilch zaczął pisać gorsze książki lub mniej pić? Nie, nie spowodowała.
Czy fakt, że pierwszych dziesięć lat, kluczowych dla ukształtowania się charakteru człowieka, zostało powierzonych babce Czyżowej, kobiecie silnej i władczej, wpłynęło na poziom literatury uprawianej przez wnuka? Może wpłynęło. może nie.
Czy fakt, że rodzice byli ludźmi wykształconymi spowodował, że pan Pilch został pisarzem? Nie wiadomo, nigdy tego wiedzieć nie będziemy.
Czy solidne, staranne, systematyczne działanie nad dopracowaniem się uzależnienia alkoholowego było konieczne, by napisać „Pod Mocnym Aniołem”? Nie, to przypadek.
Czy to, że poznałam imiona kobiet z którymi był pan Pilch, wpływa na mój odbiór kolejnych powieści? Nie, to bez znaczenia.
Czy fakt, że wszystkie miłości bardzo szybko musiały zostać karetkami pogotowia ratunkowego alkoholika jest zaskakujący? Nie, przecież wiadomo, że wódka zawsze zaprzęgnie miłość, by ją wiozła, okładając niechcący batem.
Czy informacje co pisarz ma na półce, na ścianach, na biurku w warszawskim mieszkaniu podnoszą jego notowania u czytelników? Nie, nie podnoszą.
Czy to, że jest luteraninem wpłynie na zaciekawienie czytelników jego książkami? Nie, to bez znaczenia.
Czy to, że bywa niewierny, niesłowny i zdradziecki sprawi, że odpuszczę zakup „Mojego pierwszego samobójstwa” i „Bezpowrotnie straconej leworęczności”? Nie, nie sprawi.
Czy warto przeczytać książkę „Pilch w sensie ścisłym. Pierwsza biografia” pani Krystyny Kubisiowskiej?
Można, Pilch-człowiek jest poważnie potraktowany.
Pilch-twórca jest nie do ogarnięcia.
I – na szczęście – nigdy nie będzie.