Dałabym głowę, że już o tym spektaklu pisałam, bo mam go mimo lat – premiera w 2001 – w pamięci. Wszelkie rozważania: dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy? – drążą mnie od zawsze i każdy kamyczek do tego ogródka trafia w cel. Mam naiwne przekonanie, że jeśli zrozumiem/-y , będziemy potrafili naprawić, zaradzić.
Mam w pamięci opowieści z takichże pielgrzymek po sanktuariach Europy, na których pracowicie, rok w rok bywali znajomi. Po powrocie oglądaliśmy setki zdjęć, a opowiadanie o istocie podróży zajmowało jedną czwartą. Pozostała to były wspomnienia, że tak powiem, cywilne. A najważniejsze, że przy okazji taniej wycieczki, dało się zwiedzić całą Europę. Wprawdzie z okien autokaru, ale zawsze. Potem, przez kilka lat w pokoju Matki Rodzonej stałą plastikowa buteleczka w kształcie Matki Boskiej z cudowną wodą z Lourdes. Któregoś dnia komisyjnie odkręcono zakrętkę-koronę i okazało się, że woda cuchnie niemożliwie po tych kilku latach oczekiwania, że będzie potrzebna do dokonania cudownego uzdrowienia.
Pomysł pielgrzymki jako możliwości pokazania ludzkich postaw, wykorzystał pan Marek Pruchniewski, autor dramatu słodko-gorzkiego. Rzecz wziął na warsztat pan Maciej Dejczer i wyszła rzecz znakomita. Każdy z pielgrzymów ma za sobą, albo i w sobie głęboki osobisty dramat. Rozterkę, problem. Wszystko się ujawnia wraz z coraz bardziej męczącą, upalną, trudną drogą. I jak to Polacy-katolicy, ani przez chwilę nie kierują się miłosierdziem bliźniego, za to co i raz oceniają, krytykują, przydeptują winnych zaniedbań, niefrasobliwości, nieostrożności. Szpila w serce i niech boli. W końcu nie o to chodzi, żeby jedni drugich ciężary nosili. Niech se każdy nosi sam, a mnie ma być wygodnie, lekko i komfortowo. I żeby nikt nie chrapał. A tę aktorkę, co to pali i popija, i wydaje się jej, że miała widzenie, to nie słuchać, bo nie dotknęłam, więc nie uwierzę. A, że kolana zdarła do krwi, i w twarzy ma otchłań błogostanu, to przecież nic, to gra. Wszak ona aktorka. A ten ksiądz to dlaczego tak na tę kobietę pożądliwie popatruje? Gorszy wszystkich, gra z jej synem w piłkę: żadnego przebaczenia nie będzie. Ksiądz to ksiądz i ma być wzorem. Żadnych słabości.
Jasny punkt w tej skłóconej ciżbie ludzkiej stanowi wyciszony, refleksyjny ojciec Jacek. Jedyny mądry człowiek na właściwym miejscu. Aż chciało się słuchać jego słów, jego uwag, jego przemyśleń.
Wszyscy bez wyjątku aktorzy znakomicie rysowali swoje postaci. No i pan Grzegorz Halama, kabareciarz, który chciał przedtem zostać aktorem. Dałby radę jak nic.