Wróciłam od fryzjerki. Znowu nie byłam ładna.
A ty co czujesz jak wracasz? pytam koleżankę z wojska. Zwykle jestem niezadowolona. Idę przygotowana do zajęć, wiem czego chcę, czasem mam ze sobą zdjęcie z kolorowego pisma. Ona patrzy, ja mówię, ona mhm, mhm i wydaje się, że zrobi tak samo. A ona ciach, ciach po staremu, a te uzgodnienia to dla uspokojenia ofiary. Żeby sobie przysnęła, wyciszyła się, a jak się obudzi i włoży okulary, to będzie już za późno. I zapłacić trzeba, choć się jest niezadowoloną. Ostatnio chciałam, żeby mi tak pofalowała te włosy, taka lekka trwała na grubych, żebym tylko umyła, roztrzepała i już. A ona mi takiego pudla zrobiła, hełm sztywny. Ze dwadzieścia lat dołożyła. I pokazuje lusterkiem tył fryzury, chwali, och jak pani ładnie wygląda. Jestem grzeczną dziewczynką, więc się uśmiechnęłam, omiotłam niewidzącym wzrokiem dzieło, zapłaciłam i w domu – pod kran. A szukałaś kogoś innego? Szukałam, ale nigdy nie byłam zadowolona. Teraz chodzę cały czas do tej samej, bo blisko, a i nie lubię ludziom przykrości robić.
W miejskiej komunikacji widzę inną. Też z wojska. Mam takie pytanie, mówię. Jak reagujesz po fryzjerze? Czy zawsze tak samo, czy za każdym razem inaczej? Oj, bardzo lubię chodzić do fryzjerki. Tej samej od lat. Potem czuję się taka elegancka, młodsza. Jakbym skrzydeł dostała. Patrzę w szyby wystaw i jest mi fajnie. Przychodzę do domu i czekam, aż któryś powie: O, jak pięknie wyglądasz. Nic z tego. Pierwszy zawsze zauważa mój kot. Od drzwi łazi za mną i mnie obwąchuje. A oni… Musi dużo czasu upłynąć. Czasem macham im tymi włosami przed oczami, pytam: No i jak? Ale co jak? No i psują mi humor, ale mam ich w głębokim poważaniu. W końcu lustra mówią mi dokładnie to, co czuję.