Dosłużyłam mu – powiedziała z westchnieniem ulgi, kiedy wreszcie zamknęły mu się martwe wreszcie powieki.
A ja myślałam, że była jego żoną.
Dosłużyłam mu – powiedziała z westchnieniem ulgi, kiedy wreszcie zamknęły mu się martwe wreszcie powieki.
A ja myślałam, że była jego żoną.
Byłam w pięknym, jasnym pokoju. Oświetlonym sztucznym, ciepłym światłem. Przestrzennym, wysokim. Z dywanem na parkiecie i zasłonami kryjącymi wielkie okna.
Całość przepełniał błogi spokój.
Usłyszałam lekkie pukanie do drzwi.
Spojrzałam przez wizjer. Nic nie zobaczyłam. Na korytarzu było zupełnie ciemno.
Nigdy nie otwieram w takich sytuacjach.
Ufnie i bez zastanowienia otworzyłam drzwi na oścież.
Za nimi w ciemnościach majaczyła postać. W czarnej tiulowej sukni, z czarną długą woalką zakrywającą twarz.
Jej rysów nijak nie mogłam odczytać.
Przesunęłam się w głąb jasnego pokoju w zapraszającym geście.
Muniek Staszczyk mnie wczoraj zamordował.
Byłam, czyli byliśmy na koncercie w ogródku Trójki z okazji ćwierćwiecza istnienia T.Love. Oraz młodzież w wieku od kilku miesięcy do sięciu lat. Około czterystu osób na miejscu i jakieś miliony przy radioodbiornikach w całej Polsce. Liczyłam na godzinkę grania, bo tyle zwykle trwały Trójkowe koncerty. A tu – dwie w samym środku dnia. Upał zrobił się nieziemski i nawet rozłożyste drzewa i gadżety reklamowe w postaci kapeluszy z logo stacji nie pomagały.
Trzy nowe piosenki na początek – i właśnie one mnie najbardziej zaintrygowały. Potem jeszcze jedna tak koło finału. Będą z tego – na mój nos – dwa hity.
Po półtorej godziny nastrój zabawowy trochę siadł. Oparta, czyli oparci o ścianę pięknego architektonicznie budynku rozgłośni wpadłam, czyli wpadliśmy w nastrój obserwacyjno-refleksyjny.
Zagranie koncertu to jest arcyciężka robota.
Nie dość, że trzeba solidnie śpiewać bez przerwy przez dwie godziny, to jeszcze: co chwilę badać nastrój pytaniem: Jak się bawicie? Po każdych oklaskach wrzeszczeć: Dzięki! Pamiętać o tym, że cała Polska słucha, ale nie widzi, więc wystawiać mikrofon z prośbą: Dajcie głos!, żeby się przeniósł entuzjazm, który w ogródku widać. Trzeba wysyłać cmoki do widowni. Dać jej ze sobą pośpiewać. Trzeba jej machać, rzucać dowcipne uwagi. Poprawiać koszulkę. Przeczesywać palcami niesforne włosy. Zdejmować i zakładać ciemne okulary. Wykonywać jakieś elementy choreograficzne. Podrzucać i wymachiwać statywem mikrofonu. Prowadzić konferansjerkę. Być na luzie. Rozdać tyle autografów, ile chcą. Sfotografować się z każdym chętnym. Dać parę wywiadów do TV. Zjeść kawałek tortu przygotowanego przez radio. Być uśmiechniętym i niezmanierowanym.
Uff… Poczułam się zamordowana. A Muniek sprawiał wrażenie wypoczętego, co zbadałam wzrokowo przechodząc jakiś metr od.
Było zawodowo.
I dzisiaj dzień cały pomrukuję sobie ich piosenki.
I tylko Pana Marka bardzo było brak.