Poszłam do sądu. Byłam o czternastej.Sąd czynny do osiemnastej, można spokojnie załatwić biurokracyjne załatwienie. Udałam się do pokoju informacyjnego za numerkiem wydanym przez maszynę. Czekałam na wyświetlenie go się. W międzyczasie inni (mężczyźni!) pobierali numerek i – zapewne dla pewności – od razu zaglądali do pokoju informacyjnego. Co tam jakaś maszyna będzie decydować, czy może on wejść, czy też nie.
Przy pomocy pani urzędniczki miłej wypełniłam druk wniosku, w odpowiedzi na pytanie w okienku: O co pani wnosi?
Następnie udałam się do okienka numer osiem, w którym zalegała pani słusznej postury oraz o wyrazistym poczuciu godności. Nakazała mi dowypełniać to, co uznała za konieczne. Dowypełniałam, oddałam. Pani rzuciła: dwieście dziesięć w kasie. W portmonetce zastałam sto dwadzieścia. Można kartą? Nie. To polecę do bankomatu i wypłacę. Nie zdąży pani, stwierdziła monotonnym głosem, kasa do piętnastej. A która jest? Czternasta czterdzieści osiem. No rzeczywiście, nie zdążę. A można przyjść jutro? Wniosek jeszcze nie rejestrowany, to można.
Swoją drogą, pomyślałam, sąd do osiemnastej, kasa do piętnastej. Przecież wszystkie wnioski się opłaca…
Następnego dnia sąd do piętnastej, kasa do piętnastej. O czternastej stawiam się karnie przy okienku osiem. Wyciągam wniosek, przedkładam. Ale pani nie zapłaci, mówi monotonnym głosem, awaria kasy. Ja poczekam, może zaraz naprawią. Jestem zdruzgotana perspektywą kolejnych przyjść, więc skłonna do poświęceń. Nie, awaria będzie do końca, odbiera mi wszelką nadzieję. Ale jutro nie mogę, nie zdążę przed trzecią, bo pracuję. Poniżam się i upokarzam, jakby nie dosyć było tego, co dotąd. Ale jutro też może być awaria, dorzuca monotonnie urzędniczka państwowa. Swoją drogą, jak to musi być zarządzane, skoro między słowami wylewa się taka niema pretensja o utrudnianie pracy urzędniczkom źle opłacanym.
Stoję jak słup przed okienkiem, nie ruszam się, nic nie mówię. Gorączkowo szukam wyjścia. Pani czeka aż sobie pójdę. Po dłuższej chwili rzuca monotonnie: Pani póóójdzie, kupi znaaaczki sądowe…. W kiosku? W kioskuuu…