Tę płytę chwalono już sporo czasu temu, niemal od razu po ukazaniu się. Ale co tu się dziwić: pani Stanisława Celińska nie po raz pierwszy pokazała wszechstronność swego wybitnego talentu.
Wymyślenie jednak koncepcji słowno-muzycznej: dojrzałość z melancholią w tle to był majstersztyk. Atramentowo, czyli jeszcze nie czarno, już nie błękitno, ale wciąż elegancko, szlachetnie, godnie. Niby dojrzałość, niby doświadczenie, niby wszystko się już wie, niby na nic nie czeka… a jednak trudne pytania pozostają, odpowiedzi brak, czasu brak na dalsze zgłębianie, a przy tym, czy jest po co? Pozostaje ogólna wątpliwość: Czy to miało sens? i: Dlaczego tak?…i jedna pewność: nigdy się nie dostanie wyjaśnień, nigdy nie będziemy niczego pewni. To wszystko w kroplach wspomnień, drobinach codzienności, dotykach uczuć.
Mistrzowskie cztery teksty pana Wojciecha Młynarskiego, pretendujące teksty pani Doroty Czupkiewicz, pasujące tu jak ulał pani Katarzyny Nosowskiej i pana Muńka Staszczyka, którego tekst jak zwykle boli, muzyka ciszy – jakby to ujął pan Marek Niedźwiedzki – a raczej wyciszenia, skomponowana głównie przez pana Macieja Muraszkę.
Kilka standardów z uczepiającą się frazą mistrza Młynarskiego: Moje życie, twoje życie wstążki dwie…
Tego się słucha, słucha, słucha…
…patrząc na pogodną twarz, ciepły, chwilami figlarny uśmiech Artystki…
…myśląc, że mimo wszystko…