Wczorajsza powtórka spektaklu Teatru Faktu, który na swój użytek nazwałam kiedyś teatrem mięsnym, nie obroniła się. Tyle, że napatrzyłam się na grono aktorów z superligi. Panowie: Zbigniew Zamachowski z przecudnymi pekaesami, Daniel Olbrychski w mundurze, Robert Więckiewicz – takoż, Andrzej Chyra amerykański, Bartosz Opania przystojniak w ciemnych okularach, nawet Jerzy Trela w epizodziku. I pani Dominika Ostałowska w ciemnej peruce – wyjątkowej urody.
Pani Agnieszka Lipiec-Wróblewska napisała i wyreżyserowała tę rzecz, czyli "Kryptonim Gracz" na bazie życiorysu szermierza wszech czasów Jerzego Pawłowskiego. Poza sportem zajmował się też podwójną agenturą. W końcu mleko się wylało i został skazany na dwadzieścia pięć lat więzienia. Rozśmieszyło go odczytanie wyroku na sali sądowej. Przesiedział dziesięć. Wytypowany do wymiany za Mariana Zacharskiego, zrezygnował z życia w Stanach i został w Polsce. Będę wam cierniem w dupie – powiedział na granicy i został. I to jest najbardziej zagadkowa część tej biografii, bo kto by nie chciał na wolność.
Mimo wszystkich zewnętrznych uwarunkowań, jakaś immanentna część jego wnętrza była nienaruszalna. Tylko jego i, że – mimo wszystko – to on decyduje, to on kieruje swoim życiem.
I tyle mi z tego.